Bo co jeśli… jeśli w naszym domu wciąż nie było czuć świąt, a mama i tata nadal byli tymi dziwnymi kopiami samych siebie?

Maja Lunde „Śniezna Siostra”

Długie jesienne wieczory…

Długie jesienne wieczory na Pogórzu Izerskim. Pierwsze przymrozki. Smutnawy krajobraz ożywiony czerwonymi owocami berberysów, irg, kalin, jarzębiny czy kolczastych głogów.  Stada jemiołuszek, przybywające do nas z głębi Rosji, aby przetrwać ciężkie, zimowe dni.

Ośmioletni amator książek pełnych ukrytych znaczeń, metafor i nieoczywistych treści uprzyjemnia sobie trudy izolacji czytając. Samodzielnie pochłania ulubione lektury , co mnie – jego mamę napawa dumą, ale i budzi poczucie tęsknoty za wieczorami, kiedy przewracając pachnące świeżym drukiem kartki, wspólnie poznawaliśmy alternatywne światy i podróżowaliśmy w czasie. Ale nie tylko ten swoisty syndrom pustego, literackiego gniazda budzi we mnie zadumę. 24. dzień miesiąca w kalendarzu przypomina, że za miesiąc mamy Wigilię, a ja żyję obawą, że świąt w tym roku nie będzie czy też raczej nie będzie Bożego Narodzenia, do którego przywykliśmy. I choć zapewne zniknie odwieczny problem, gdzie posadzić wszystkich gości, nie będzie planszówek, kalamburów i kolędowania w dwudziestoosobowym gronie.

Opowieść wigilijna w norweskim wydaniu

Tę niepohamowaną gonitwę myśli przerywa mój synek, który przynosi ze swojej biblioteczki książkę, którą zaczęliśmy czytać prawie dokładnie rok temu, w pierwszy dzień Adwentu. Jedną z tych z 24. rozdziałami, po jednym na każdy dzień oczekiwania na nadejście świąt. Niestety nie byliśmy w stanie przeczytać jej w 24 dni. Fabuła książki pełna tajemnic i nieoczywistych biegów wydarzeń oraz nasza nieposkromiona ciekawość sprawiły, że jeden rozdział „Śnieżnej siostry” dziennie (bo o tej Opowieści Wigilijnej w norweskim wydaniu mowa) to było stanowczo za mało 😉

Główny bohater książki, Julian, chciałby jak każdy mały chłopiec doświadczyć ciepłych, rodzinnych świąt, pachnących pomarańczami, cynamonem i jodłowymi gałązkami. Chciałby Bożego Narodzenia z prezentami pod choinką. Tym bardziej, że w Wigilię przypadają jego urodziny.

Ten rok jest jednak inny niż wszystkie do tej pory. Rodzice dotknięci traumą po utracie najstarszej córki, żyją jakby w letargu. Silne pragnienie chłopca, by doświadczyć Świąt Bożego Narodzenia z wszystkimi ich przejawami pozostaje niezauważone, bo jak tu świętować kiedy brakuje sił by żyć?

Swoje smutki Julian topi w basenie, gdzie przychodzi niemal codziennie, żeby popływać.

I właśnie tam po raz pierwszy spotyka Hedvig. Ubrana na czerwono od stóp do głów, rudowłosa dziewczynka, z piegami na nosie i perlistym śmiechem jest serdeczna, szczęśliwa i ponad wszystko pragnie, aby Julian został jej przyjacielem. Dzięki niej chłopiec znów czuje magię nadciągających świąt.

Jednak jest w Hedvig i jej otoczeniu coś niepokojącego i tajemniczego. Coś co wzbudza mieszane uczucia i niepokój w Julianie, a nam czytelnikom nie pozwala się oderwać od kart tej intrygującej historii. Autorka – Mają Lunde przedstawia nam świat na pograniczu rzeczywistości i magii, życia i śmierci, smutku rodziny po stracie i potrzebie radości i wspólnoty, które przynoszą Święta Bożego Narodzenia.

Wspaniałym dopełnieniem tej opowieści są piękne ilustracje autorstwa Lisy Aisato.

Historia jak żadna inna…

– Mamo nie chcę czytać tej nowej książki, którą kupiłaś na czas Adwentu – mówi mój ośmiolatek. – Chciałbym jeszcze raz przeczytać „Śnieżną Siostrę”.

Czy nie jest to najlepsza rekomendacja tej historii, a powrót do książki nie jest nadzieją, że wspólnie w tych trudnych okolicznościach na nowo odnajdziemy magię świąt?

https://www.instagram.com/p/CIJm_epA4EN/?utm_source=ig_web_copy_link

https://www.instagram.com/p/CIJm_epA4EN/?igshid=1h9l3zc7cow87