Piątek, 8:00 rano. Niespiesznie piję poranną kawę w ulubionej filiżance. Jedna z niewielu chwil dla siebie w ciągu dnia, przywilej mamy na urlopie macierzyńskim, na który normalnie nie miałabym czasu. Normalnie czyli kiedy jestem najemnikiem kolejnej firmy z zagranicznym kapitałem, trybikiem w korporacyjnej machinie, specjalizującym się w „gaszeniu pożarów”, mamą, która z hasłem „work-life-balance” na ustach zaklina rzeczywistość odbierając „po pracy” kolejny telefon.

Lubię tę moją aktualną codzienność, to „tu i teraz”, gdy uważnie i niespiesznie obserwuję rzeczywistość. Ktoś ofiarował nam czas, którego pewnie nie mielibyśmy dla siebie, czas, który uwolnił zamiatane pod dywan problemy, ale i marzenia. Izolacja uświadomiła nam, co jest niezbędne do życia, a lęk przed skutkami pandemii wyzwolił troskę o to, o co nie czuliśmy zobowiązani się troszczyć.

Ten blog powstaje w skutek refleksji ostatnich tygodni nad tym, co ważne i w myśl zasady: „Marzenia się spełnia”. Jest przestrzenią, która ma pokazywać codzienność w rytmie slow, troskę o to, co wartościowe, o relacje i o dzieciństwo z ograniczonym dostępem do komputera. Jest również pocztówką z Pogórza Izerskiego. Jeśli to czytasz, być może będzie przestrzenią również dla Ciebie … 🙂