Beata Makutynowicz, artystka pochodząca z Pasymia na Warmii, która w sercu Karkonoszy znalazła swoje miejsce na ziemi. Absolwentka Państwowego Liceum Sztuk Plastycznych w Cieplicach. Staremu, niechcianemu drewnu daje skrzydła i twarz aniołów. Jej prace sygnowane są certyfikatami Karkonosze SLOW i LGD Partnerstwo Ducha Gór.Lubi ciszę, puste śnieżne przestrzenie, szum wody, słońce i ciepło starych desek. Gdy nie tworzy, chętnie morsuje, jeździ na nartach biegowych, wspina się powoli pod górę lub pływa w jeziorze. Uwielbia, gdy pomysł, który urodził się w głowie idzie do realizacji. Ostatnio docenia chwile, gdy może siedzieć na parapecie i wygrzewać się w jesiennym słońcu popijając herbatę z cytryną.

Pełnia w Baranie

Ciepły jesienny dzień. Jeden z tych, który czyni jesień znośną. Pełnia w Baranie. Czas działania i konfrontacji. Otwieramy się na nowe, bo w dzień taki jak ten wszechświat nam sprzyja. Zapewne to ta niezwykła energia sprawia, że ja pakuję do samochodu moją malutką córeczkę i wyruszam z krańców Pogórza Izerskiego do serca Karkonoszy, a ona przyjmie mnie w swoim domu u podnóża Śnieżki.

Znamy się krótko. Tydzień wcześniej usiadłam obok niej na konferencji dla kobiet i szybko okazało się, że jest między nami nić porozumienia. Oprócz tego, że dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, szybko stwierdzamy, że możemy sobie pomóc. Ona chciałaby rozwinąć swoje konto w mediach społecznościowych, ale brakuje jej na to czasu. Ja zawsze chciałam pisać o ludziach regionu, ale nie miałam odwagi, by wyjść im naprzeciw i skonfrontować się z tym marzeniem.

Mimo, że dzień jest ciepły i piękny, wieje bardzo silny wiatr. Im bardziej oddalam się od domu, tym więcej gałęzi i konarów drzew leży na drodze. Czuję silny niepokój, który mija, gdy docieram na miejsce.

Gdzie stare deski dostają skrzydła i twarz aniołów

Wita mnie ciepłe, wrażliwe spojrzenie i serdeczny uśmiech. Widzę kogoś, kto szczerze cieszy się na nasze spotkanie i otwiera przede mną swój dom, by pokazać, kim jest. Wchodzimy do przytulnego pokoju połączonego z kuchnią. Na ścianach wiszą jej obrazy. W centralnym miejscu stoi spory stół, przy którym nie tylko toczy się rodzinna codzienność, ale i stare deski dostają skrzydła i twarz aniołów. Nie sposób ich tu nie zauważyć. Wiszą na ceglanej ścianie i na regale z książkami. Ponoć w niektórych budzą strach. Ja widzę w nich domowników, którzy wychylając się zza rodzinnych fotografii przynoszą temu miejscu spokój.

Gospodyni częstuje mnie cynamonowymi bułeczkami i ulubioną jaśminową herbatą. Fotelik z moją córeczką zostaje usytuowany w ulubionym miejscu domowników, na narożniku pod oknem. Jest spokojna. Czuje się tu dobrze. Podobnie jak ja. Wśród aniołów, ze starego drewna z odzysku, pędzli i farb, ścian pełnych obrazów i książek na regale nie czuję się już najemnikiem firmy z zagranicznym kapitałem. Tu jestem panią od literatury, a ten mały chochlik w mojej głowie, który powtarza mi od roku, że moje pisanie nie ma sensu, a mój literacki warsztat jest zbyt słaby, by dzielić się sobą z innymi, nagle traci głos.

Z miłości do drewna

Artystka ściąga ze ścian swoje anioły, bym mogła je sfotografować. Każdy ma charakterystyczną twarz i choć te różnią się od siebie, szybko można dostrzec, że wyszły spod jednej ręki.

Pytam, skąd pomysł na anioły? Słyszę opowieść o zamiłowaniu do starego drewna, którego zapach przywołuje wspomnienie starej stodoły w rodzinnym Pasymiu na Warmii. Chowała się za nią, gdy jako dziecko wracając znad jeziora dostrzegała żałobników odprowadzających zmarłego przez centrum miasteczka na miejsce spoczynku.

Anioły powstają z tej słabości do drewna i ogromnego pragnienia, by to sztuka, a nie inne zajęcia były źródłem dochodu. Na ścianie wiszą dwie prace, których nigdy nie sprzeda. Powstały w momencie, gdy stwierdziła, że nie musi ich oddawać w inne ręce. Sprzedała tyle prac, że w końcu coś może zachować dla siebie. Są pewnego rodzaju trofeum, miarą jej osobistego sukcesu jako artystki.

Posłańcy ze świata, którego już nie ma

Artystka pokazuje mi swoją pracownię, gdzie składuje i poddaje obróbce stare drewno. Czuję jego zapach. Widzę kawałki, które przypominają elementy starych schodów i balustrad. Drewno w głównej mierze pochodzi ze starych karkonoskich domów. Gdy na nie patrzę nachodzi mnie refleksja, że pamięta zapewne czasy, gdy nie było jeszcze Karpacza. Być może było świadkiem, jak w starym Krummhübel Carl Ernst Morgenstern malował swoje pejzaże albo jak Else Ury pisała perypetie niesfornej córki lekarza – Annemarie Braun zanim sama zginęła w Auschwitz.

Patrzę na elementy starej chorwackiej łodzi, które udało się pozyskać dzięki zaangażowaniu męża artystki. Słucham opowieści o kawałkach drewna, przywiezionych w bagażu podręcznym z Krety i o aniele, który powstał ze starych drzwi komisariatu. Ocalałe od zapomnienia drewno gra tu pierwsze skrzypce, ale nie tylko ono nadaje charakter pracom artystki. Stare klamki, okucia, klucze, a nawet elementy napisanej gotykiem luterańskiej Biblii z 1867 roku dostają drugie życie. Karkonoskie Anioły Staroskrzydłe i Bose Anioły z Karpacza stają się posłańcami ze świata, którego już nie ma. Karpacz nie jest już niemiecki i prawie nikt z jego mieszkańców nie rozszyfruje biblijnych kart zapisanych frakturą. Zniknęli ludzie, którzy używali zgromadzonych tu kluczy i otwierali drewniane drzwi klamkami, na które patrzę. Myślę o nich, gdy widzę twarze tych aniołów.

Wrażliwość, która pozwala w kawałku drewna dostrzec anioła

Moja rozmówczyni jest ciepła i szczera. Widzę w niej wrażliwość artysty, ale i ironiczne spojrzenie na otaczającą rzeczywistość. Czy ktoś kto nazwał swojego kota Jarek może nie być mistrzem ciętej riposty? Jest świadoma siebie, zna wartość swoich prac, ale nie ma w niej krzty zarozumiałości. Ponoć dzieci i zwierzęta wyczuwają dobrych ludzi. Moja córeczka czuje się tutaj wyjątkowo dobrze, a i wspomniany kot krząta się nieustannie ocierając się o nogi gospodyni.

Żegnamy się, kiedy robi się późno i każda z nas musi wrócić do codziennych obowiązków. Na ścianie przy drzwiach wisi oheblowane drewno, które zaczyna przypominać anioła. Widzę, jak starannie ktoś wydobył wszystkie atuty tego kawałka . Patrzę na tę osobę i przypominam sobie historię Michała Anioła, który patrząc na niechciany przez nikogo marmurowy kamień dostrzegł anioła i postanowił go uwolnić. Myślę o niej zatem jak o kobiecie, która uwalnia anioły ze starego, niechcianego drewna.

https://www.instagram.com/p/CVc6Q5SsZzX/?utm_medium=copy_link